Owinęła Go w pieluszki

Nie jestem jeszcze matką, ale wiem jak to jest trzymać w ramionach kilkugodzinnego noworodka zawiniętego w kocyk. Maleńkie paluszki, nosek i delikatny zapach. Taki bezbronny mały człowieczek, który potrzebuje czułości. Zawsze rozczulało mnie kiedy przytulałam mojego bratanka, a on szukał piersi, która go nakarmi. I tak dzisiaj przed pasterką rozważałam Ewangelię, a tam bum “Owinęła Go w pieluszki”, zaraz po tym “i złożyła Go w żłobie”, które mi nie bardzo leży. Patrzyłam na szopkę i pochylone figurki Maryi i Józefa, a Jezus rzeczywiście w żłobie. Ale On nie był porcelanową figurką, ani plastikową lalką. On przyszedł na świat jako prawdziwy człowiek. Całą Mszę towarzyszyło mi uczucie jakby do mojej piersi przytulało się dziecko i słuchało bicia serca. W stajence pewnie tak było. Nie wyobrażam sobie, żeby Maryja urodziła, owinęła w pieluszki i po prostu położyła w żłobie niech śpi. Jestem wręcz przekonana, że jako matka pełna miłości okazywała swojemu dziecku czułość. Tuliła Go w ramionach, głaskała i pewnie nie chciała Go wypuszczać z rąk.

Ta scena wzbudziła we mnie ogromne poczucie tęsknoty za byciem czułym. Skoro Bóg mówi do mnie czule i przytula z największą miłością to dlaczego ja nie miałabym Go wziąć w ramiona i utulić? Wiem, że jest niezmierzonym Bogiem więc trudno objąć potężnego Boga, ale On jest w każdym z nas, a człowieka dużo łatwiej przytulić i okazać mu czułość. Nawet jeśli to nie będzie fizyczny dotyk, ale uśmiech, modlitwa.

 

Kochany Jezu, Ty wiesz jak to jest być w ramionach ukochanej mamy

proszę Cię przytul dzisiaj tych, którzy nie wiedzą co to miłość.

Przytul tych, którzy płaczą, ale nie ze szczęścia, tylko z braku miłości.

Przytul twarde serca, które są zamknięte na drugiego człowieka.

Utul do snu bezdomnych, którzy tak jak Ty nie mają dachu nad głową.

Owiń swoim pokojem ludzi niespokojnych, którzy ciągle biegną.

Pocałuj na dobranoc wszystkie dzieci, a ja szczególnie proszę za te z El Matareyi

niech ich czarne oczka się zaśmieją.

Proszę przypominaj mi o tych pieluszkach i naucz czułości.

Amen.

Jej spojrzenie

Spokojne oczy pełne miłości spoglądają na mnie z lewego ołtarza w małym drewnianym kościele na południu Polski. Chwilę wcześniej głośny tupot małych stópek wbiegł do środka z lampionami w rękach. Po “Chwała” rozbłysły światła, a Jej oczy spojrzały na mnie. Znam ten obraz. Odkąd sięgam pamięcią jest niezmienny. Może tylko wot dziękczynnych przybyło.

A przykuła mój wzrok dopiero teraz jakby wiedziała, że właśnie potrzebuję pocieszenia. I piszę z uśmiechem w pełni świadoma. Potrzebuję Jej pocieszenia, bo chociaż Duch mnie rozwesela to parę kilometrów dalej w moim małym rozumie smutek mnie odwiedza. Nie wychodzi na zewnątrz, bo wola mu nie pozwala, a ta bardziej uczuciowa część rozumu wypowiada dziękczynienie, które odsuwa tego nieproszonego gościa w kąt bez wyjścia. Lecz ten się nie poddaje i czasami nie daje o sobie zapomnieć. A Ona jak cicha przyjaciółka na mojej drodze uspokaja i uczy jak zachować wszystkie sprawy w sercu. Dla mnie to ciężka lekcja i potrwa pewnie tak do końca życia. Na szczęście Ona rozumie. Bez słów. Jest taka piękna i towarzyszy w każdym uczuciu radości, ale też smutku, bo Ona wie jak to jest kiedy miecz serce przeszywa. W moim przypadku to raczej szpilka, no może gwóźdź, ale pociesza z taką samą mocą jak gdyby był to miecz. Zaciska moją dłoń na małych koralikach i nie pozwala abym je puściła mimo, że w ciągu dwóch miesięcy zgubiłam lub rozwaliłam 4 różańce. Ten Wiślnej za 4,50 jeszcze nie poświęcony, ale już omodlony na razie się trzyma. Pan Bóg doskonale wiedział co robi stawiając Maryję na mojej drodze, bo gdy nic nie rozumiem i wola bardziej chce niż może to Jej oczy pełne pokory pokazują mi, że nie jest tak źle, a On nigdy nie zapomina o swoich dzieciach. Jest wierny do końca.

A teraz spogląda na mnie z małego kawałka papieru postawiona między laptopem, a telefonem. Smaku dodaje jak zwykle duża biała, a o tym co dobre nie pozwala zapomnieć już rozlatujący się notatnik A5 z ks.Jerzym na naklejce patriotycznej. Patrzy tak samo i mówi “Spokojnie”. Otwieram maila, czytam nadesłane zgłoszenia na wolontariat. A teraz najlepsze: Pani, która się dosiadła chyba nie wiedziała, w którą stronę patrzeć jak zastygłam ze łzami w oczach, bo Maryja mi przypomniała, że dla Boga nie ma nic niemożliwego.

Tato

 

14.10.2016

Tato,

tak często zapominam, że jesteś czuły. Tempo życia i spojrzenie świata często zaburza mi Twój wizerunek. Jest tyle poranionych osób, które nigdy nie doświadczyły czułości ze strony ziemskiego taty. Przed oczami mają wykrzyczane słowa, łzy pełne niezrozumienia. Sama czasami mam zaniki w pamięci i skupiam się na tym co ciężkie, a zapominam ile dobrego mnie spotkało. Zapominam o miłości, którą mnie mój tata obdarza nie raz ciężkiej, ale miłości.

Dwa dni temu postanowił być troskliwym tatą i zadbać o mój sen oraz wiedzę historyczną.

Siódma rano. Przewracam się z boku na bok i nawet nie myślę o tym żeby wstawać. W końcu mam zajęcia od 13, a tu nagle telefon „Tata”. Przez sen odbieram

– Halo?

– Co się stało 12 października 1943?

– Cooooooo…?

– No co się stało?

– Nie wiem…

– Trudno, stówa przeszła Ci koło nosa. Wstawaj!

Cały tata i jego zagadki historyczne. Nie powiem, czasami mi się one opłacały i oszczędności wzrastały, ale o siódmej rano? Gdzie tu jakakolwiek czułość? To wręcz znęcanie się nad biednym, śpiącym studentem.

Na całe szczęście kiedy doszłam do siebie czyli gdzieś około południa, po zajęciach poszłam na Mszę gdzie obraz ojcowskiej czułości wyrył się w mojej duszy tak głęboko, że nawet teraz po paru dniach od tego wydarzenia mam go przed oczami.

Chwilę przed Eucharystią do bazyliki wszedł ojciec z synem. Chłopak miał jakieś 10 lat. Po chwili modlitwy tata pokazał mu konfesjonał. Już mi się zapaliły świeczki, bo przecież środek tygodnia, wczesne popołudnie i nie były to okolice pierwszego piątku. Podczas Mszy siedzieli ramię w ramię, skupieni wokół tego co się dzieje na ołtarzu. Znak pokoju rozwalił mnie zupełnie na kawałki. Ojciec wziął w ręce głowę syna i ucałował go w czoło. To nie było zwykłe podanie ręki, takie, które często jest od niechcenia. On przekazał mu pocałunek pełen miłości i pokoju. Prawdziwego pokoju, którego dawcą jesteś Ty – sam Bóg. Pokoju, który uspokaja moje serce i pokazuje mi, że może być inaczej. Następnie komunia. Obydwoje przyjęli Twoje Ciało, ojciec objął syna, uklęknęli w uwielbieniu i zaczęli wspólnie, szeptem Cię uwielbiać. Z kawałków mojej duszy zostały ziarna piasku. Dawno nie widziałam nic tak pięknego. Ogrom czułości. Facet na oko blisko czterdziestki, w kościele pośród ludzi nie bał się zdjąć stereotypu szorstkiego ojca.

Przypomniał mi jaki mój tata potrafi być czuły gdzie zawsze przy składaniu życzeń czy łamaniu się opłatkiem płacze. W ubiegłym roku w końcu to nie ja pierwsza zmyłam wigilijny makijaż. ( Tato jeśli jakimś cudem to czytasz to wiedz, że to jeden z najpiękniejszych momentów kiedy widzę jak płyną Ci łzy szczęścia). Święta Bożego Narodzenia to właśnie jedna z takich okazji podczas, których czułość wygrywa nad wszystkim. Miałam może 6-7 lat jak przed Wigilią tata wziął mnie na zakupy i kupił mi piękną ciemnozieloną sukienkę. Pamiętam jaka byłam dumna. Czułam się lepiej niż księżniczka, bo wszystkie księżniczki miały różowe sukienki, białe rajstopy, a ja się wyróżniałam. Później jak z niej wyrosłam to ciężko było mi się jej pozbyć, bo mi przypominała o tym, że mój ukochany tatuś zrobi wszystko by jego córeczka czuła się najpiękniejsza na świecie.

I Ty Tato sprawiasz, że czuję się piękna. Przytulasz mnie i mówisz, że całe zło rozproszy się jak dym, stopi się jak wosk w ogniu Twojej miłości, a ja radośnie będę śpiewała i tańczyła w ciemnozielonej sukience, bo jestem Twoją ukochaną córką, którą ochronisz, a potem czule pocałujesz w czoło przekazując mi cały Twój pokój.

Dziękuję.